Skarb Matki » Nieidealny NACZELNIK.

     Od jakiegoś czasu w mediach trwa debata na temat kobiet i ich wczuwania się w rolę Matki Polki. I słusznie, że debata trwa. Jest o czym rozmawiać. A mity, które krążą wokół macierzyństwa, warto obalać systematycznie i wciąż. Wykorzeniać chwasty! Kobieta, która myśli bardziej o sobie niż o dziecku lub w równym stopniu o sobie i o dziecku, wciąż wywołuje pomruk dezaprobaty wśród innych matek. Bo, jak wiadomo, należy myśleć wyłącznie o dziecku.

Kobieta czasem płacze i myśli
„Co ze mnie za matka?”
Jaka matka ma ochotę trzasnąć drzwiami
i zostawić wyjące od godziny dziecko.

     W idealnym scenariuszu wygląda to tak. Mamy idealną parę młodych ludzi, zakochanych, planujących wspólną przyszłość. Jest romantyczny ślub, starania o dziecko. Kobieta zachodzi w ciążę. Pojawia się fasolinka, która kochana jest od chwili pierwszych podziałów komórkowych. Idealna para idealnych rodziców głaszcze fasolinkę po maminym brzuszku, mówi do niej i oczekuje. Obydwoje rodzice kochają swojego groszka odkąd tylko pojawiły się dwie kreski na teście. Nawet te dwie kreski pokochali, powiesili w ramkach na ścianie. Zapamiętali datę, kiedy mama zrobiła pierwszy test. Będą potem świętować rocznice. Idealna mama znosi z radością dolegliwości ciążowe. Nudności jej nie przeszkadzają. Przypominają jej o tym, że nosi pod sercem swojego ukochanego, wyczekiwanego dzidziusia. Opuchnięte nogi są niską ceną za szczęście, które czeka ich idealną rodzinę. Kiedy pojawiają się kopniaczki, mama już wie, jakie będzie jej dziecię. Że uparciuszek, albo że ranny ptaszek, albo smakosz czekolady. Brzuszek rośnie, tata robi mamie zdjęcia na pamiątkę każdego etapu ciąży. Mama się cieszy, kompletuje wyprawkę. Już sobie wyobraża, jak córcia będzie wyglądała w tej ślicznej sukienusi. Albo marzy, kiedy założy swojemu synkowi pierwsze dżinsy.

     Przychodzi termin porodu. Mama cierpi, tata trzyma ją za rękę. Już za chwilę będą szczęśliwi we trójkę. W przemiłej atmosferze przychodzi na świat potomek. Mama przytula maleństwo, kipi ze szczęścia, przystawia je do piersi. Sielanka. Teraz już nic nie zmąci idealnego obrazu idealnej rodziny.

     Mama karmi ślicznego oseska piersią. Sprawia jej to ogromną przyjemność. To takie jednoczące. Zachwyca się każdą kupką. Jest zawsze uśmiechnięta i radosna, gotowa zerwać się o każdej porze dnia i nocy, gdy tylko usłyszy kwilenie maleństwa. Tatuś jak na skrzydłach wraca do domu po pracy. Gdy tylko może, wychodzi wcześniej, by więcej czasu spędzać z cudowną żoną i przesłodkim bobaskiem.

     Kiedy kobieta nie czuje niezmąconej radości na widok dwóch kresek, czuje za to mieszankę lęku, radości, smutku, dochodzi do wniosku, że coś z nią nie tak, że nie będzie dobrą matką, bo przecież powinna skakać z radości na samą myśl o czekających ją 9 miesiącach ciąży i reszcie życia z nowym członkiem rodziny. Obawy o pojemność serca towarzyszą jej przez cały okres ciąży. Przecież nie przyzna się przed koleżankami, że ma wątpliwości. Sama chciała tego dziecka. Jak może mieć teraz mieszane uczucia?

     Jeszcze gorzej jest po porodzie. Kobieta patrzy na swoje dziecko i jakoś nie czuje tej wszechogarniającej miłości, o której wszędzie czytała. Przystawia malca do piersi i zamiast ekstatycznej przyjemności odczuwa przeszywający ból sutka. Z każdym kolejnym przystawieniem jest gorzej. Sutek krwawi, a ona patrzy na dziecko jak na podłego krwiopijcę. Na dodatek ból towarzyszący zwijającej się macicy nasila się podczas karmienia piersią. Dziecko bardzo jej potrzebuje, a ona ma ochotę wiać na drugi koniec świata. Byle dalej od tego zamieszania, dziecka, bólu, krwawiącego cycka i wycieku z kroku.


     Wraca z dzieckiem do domu. Nawet zaczyna spoglądać z miłością na swojego potomka. Ale wcale nie tryska energią i wcale nie ma ochoty biec na złamanie karku zawsze wtedy, gdy malec zakwili. Nie jest też całą dobę radosna i gotowa na kolejne wyzwania. A ojciec dziecka doprowadza ją do szału swoją nieporadnością i brakiem inicjatywy. I tym, że nieustannie się do niej przystawia i niczego nie rozumie.

     Kobieta czasem płacze i myśli „Co ze mnie za matka?” Jaka matka ma ochotę trzasnąć drzwiami i zostawić wyjące od godziny dziecko, które na domiar złego poprzedniej nocy nie pozwoliło jej zmrużyć oka? Jaka matka nie budzi się każdego ranka z nową porcją energii, zwarta i gotowa by podejmować nowe wyzwania. Jaka matka wkurza się na swoje nowonarodzone dziecko za to, że jest ciągle głodne i nie potrafi porządnie ssać, nie sprawiając matce bólu.

     Jaka matka? Matka-człowiek. Mimo tego, że natura ma do dyspozycji doprawdy niesamowite mechanizmy przystosowujące kobietę do rodzenia dzieci i bycia matką, to jednak nie dajmy się zwariować – nie jest w stanie przekształcić kobiety w cyborga. Macierzyństwo nie wyłącza kobiecie receptorów bólowych. Owszem, zwiększa wytrzymałość, ale wszystko ma swoje granice. Tak jak praca w kopalni potrafi zmęczyć, tak i macierzyństwo na pełen etat. Czasem mamy wrażenie, że macierzyństwo odejmuje kobiecie rozum, ale nie aż tak, żeby kręciło ją wstawanie w nocy co chwila do wrzeszczącego dziecka. Nie, to nie jest przyjemność.

     Nie chcę wchodzić w szczegóły tych wszystkich cierpień i katuszy, które są składową macierzyństwa, bo nie mam na celu przestraszenia przyszłych matek. A te kobiety, których to dotyczy, wiedzą, o czym mówię. Zresztą o tym, jakie naprawdę jest macierzyństwo książkę można napisać, niejedną już napisano.


     Jednak kobiety wchodzące pierwszy raz w ten świat owiany woalką tabu, tajemnicy i kłamstwa powinny wiedzieć, że macierzyństwo to nie tylko miłość, szczęście, duma, zadowolenie, chęci, radość, ekscytacja, plany, pamiątki, radosne fotki, „tiu tiu”, cudowność, różowość, zapach niemowlęcia. Równym krokiem obok idą obawy, lęki, zmęczenie, zdenerwowanie, kończąca się cierpliwość, ból, mordercze myśli, chęć emigracji na Księżyc z biletem w jedną stronę, niechęć, niemoc, ciężka praca, żal, smutek. Te uczucia nie są problemem. Nie są złe. Są częścią macierzyństwa, równie prawdziwą jak uduchowiony zachwyt pierwszym ząbkiem. Należy je akceptować, rozumieć i potrafić o nich rozmawiać. Tylko jak o nich rozmawiać i z kim, skoro wokół same szczęśliwe mamusie? Wprawdzie mają cienie pod oczami, ale skrzętnie przykryte makijażem. Wprawdzie kąciki ust próbują im opadać, ale wytrwale ćwiczą mięśnie uśmiechu. Gdy świeżo upieczona matka, Agnieszka Chylińska, wyznała w felietonie, że ma ochotę swoje dziecko sprzedać na allegro, matki przez duże M chciały podpalać dla niej stos. Gdy Ayelet Waldman wyznała, że jest złą matką, bo bardziej kocha swojego męża niż dzieci, wywołała skandal, który potem zapłonął raz jeszcze, gdy wydała książkę, w której rozwinęła bardziej wątek bycia złą matką. W obliczu niepodważalnych dowodów na to, że okazywanie słabości jest zbrodnią, że miewanie złych uczuć jest przejawem patologii, trudno przełamywać to tabu i mówić o trudnościach, cieniach macierzyństwa.

     To źle. Zamknięcie się w sobie ze swoimi negatywnymi emocjami, katowanie się poczuciem winy z ich powodu, obarczanie się winą za wszelkie niepowodzenia jest prostą drogą do całkowitej utraty przyjemności z macierzyństwa. Można sobie też zafundować bilet w jedną stronę – owszem – ale nie na Księżyc, tylko na planetę Depresja, z której trudno wrócić. Trudno w ogóle zorientować się, na jakiej planecie się wylądowało. Dlatego nie warto ryzykować tej podróży. Warto natomiast wiedzieć, że negatywne uczucia również towarzyszą macierzyństwu, warto je sobie uświadamiać, nie tłumić ich, akceptować je, pokochać siebie z całą paletą emocji. Matka to też człowiek.



Elżbieta Haque

tags, , , , ,

  • Forum
  • Bright Starts
  • Stacyjkowo
  • Twórcze zabawy